RSS
niedziela, 25 grudnia 2011
Wigilijna sobota

Wigilijna sobota

 

Dzień wigilii był bardzo pracowity dla mnie:

W piątek chciałem uaktualnić oprogramowanie w swoim telefonie i coś pokręciłem i nie moglem go używać.

W sobotę nie moglem nigdzie zadzwonić, wiec musiałem pojechać do kolegi umówić się na jazdę próbna mojej lodki.

Dzień wcześniej zakończeniem na niej prace, wyczyściłem, wszystko posprawdzałem, zapakowałem do niej wszystkie rzeczy potrzebne dla bezpieczeństwa na wodzie, takie jak kapoki, wiadro, zbiorniki na paliwo.

W sobotę rano pojechałem do mechanika, który zakładał mi nowy motor do lodki i miał mi jeszcze podłączyć prędkościomierz, później posprzątałem podwórko, bo na wigilie miała cala rodzina do nas przyjść, w zasadzie to prawie cala, bo jedna z sióstr z mężem , dziećmi i kuzynkami  z Polski pojechali na 10 dni na wyspę kangurów.

Pojechałem z kolega na test próbny, zatankowaliśmy paliwo po drodze, spuściliśmy łódkę w klubie,i popłynęliśmy.

Nowy motor inaczej pracuje niż stary, wszystko do kontroli jazdy działa inaczej niż poprzedni.

Płynąłem kila kilometrów kanałem, wiec nie moglem za prędko płynąc bo jest ograniczenie do 7 mil morskich, ale po zakończeniu ograniczenia dodałem gazu, choć trochę się balem w kanale dać maksymalna prędkość. Jednak na otwartej wodzie dałem pełny gaz i bylem zadowolony:

Temperatura silnika w normie, obroty silnika do 5 tysięcy- prawidłowe, prędkość 60 kilometrów- to na łódkę prędko jeśli mówimy o łódce, która wazy po nad tonę a motor 115 koni.

Na poprzednim motorze robiłem do 45 km na godzinę.

 

Test wyszedł bardzo dobrze, zużycie paliwa 24 litry na 30 kilometrów to całkiem dobry.

Po  drodze spotkaliśmy możne ze 20 delfinów w grupach po 3-5 delfinów pływające sobie zrelaksowane i nawet zrobiły małe pokazy dla nas wyskakując z wody w pobliżu lodki czy tez pływając pod powierzchnia wody, gdzie bardzo dobrze je widzieliśmy w pobliżu naszej lodki.

Temperatura powietrza była dość wysoka, ale powiewał lekki wiaterek  i jeszcze jak dodamy jazdę lodka, nie  było wcale gorąco, ale jak wróciliśmy do rampy to poczuliśmy ze jest ciepło.

Jak jechaliśmy do domu to temperatura powietrza miale 43 stopnie.

 

Wieczorem na 19 przyjechała moja mama z przyjacielem na wigilie, córka ze swoim chłopakiem, siostra ze swoim mężem no i ja  z zona.

Wigilia tradycyjna-polska, możne nie było 12 potraw, ale było bardzo milo i rodzinnie.

Po 23 zaczęło się towarzystwo rozchodzić, a przed północą zona pojechała na pasterkę, jak wróciła zadzwoniliśmy do Polski, akurat u teściowej była jej córka z dziećmi , syn.

Złożyliśmy im życzenia świąteczne, porozmawialiśmy chwile i poszliśmy spać.

Byliśmy już dobrze zmęczeni bo od wczesnego ranka na nogach

Tak wyglądał stół wigilijny

Jak widać śledziki były


Jeszcze  rybka nadziewana sałatką

Galaretka rybna

No i ten co to wszystko jadł

Tak jak wygląda tak tez smakowało Było wspaniale

Kłaniam się zonie i jej sztuce kulinarnej -Dziękuje zono kochana


Pozdrawiam wszystkich bardzo świątecznie

07:16, szparagus21
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 września 2011
Ciag dalszy perypetii z samochodem
Tak jak pisałem poprzednio miałem samochód oddać do "poprawek" w poniedziałek.
Planowałem jeszcze rano pojechać do pracy a prosto po pracy odprowadzić do HOLDENA.
Stalo się jednak inaczej a raczej bardziej się pokomplikowało:
Otóż: w niedziele wieczorem odwiozłem jeszcze siostrę do domu, wróciłem i postawiłem samochód w garażu.
Rano jak wsiadłem i chciałem odpalić to nie zaskakiwał wcale.
Próbowałem kilka razy i nic, poszedłem piechota do pracy.
Zadzwoniłem z pracy do kolegi i powiedziałem co mi się wydarzyło on zadzwonił do dyrektora i wytłumaczył mu jaki jest problem i by byli gotowi do załatwienia transportu.
Po pracy wróciłem do domu, jeszcze kilka razy próbowałem odpalić silnik i nic.
Wypchnęliśmy samochód na podjazd do domu i czekaliśmy na zamówiona ciężarówkę by zawiozła mojego JACKAROO do warsztatu.
Jak załadowaliśmy samochód na ciężarówkę, to pojechaliśmy do biura opowiedzieć dyrektorowi co jest, jeszcze wepchnęliśmy mój samochód do wewnątrz warsztatu by nie zostawiać go na dworze.
Zaoferowano mi na czas nieobecności samochodu bym mógł dojeżdżać do pracy.
Oczywiście przyjąłem ofertę, a tak na marginesie to chciałem się zapytać o jakiś samochód bo już piec tygodni łażę piechota i staje się to trochę nudne, nie dla tego ze chodzę, bo lobie chodzić i mam nie daleko, ale właściciel firmy gdzie pracuje jeździ z podobnego kierunku i w podobnym czasie i zatrzymuje się zawsze i mnie podwozi- ładnie z jego strony, ale jest to dla mnie trochę krepujące i wolał bym przejść się piechota.
W Holdenie nie mieli już żadnego samochodu bo było już po 17, ale obiecali przygotować mi na wtorek.
We wtorek zona podwiozła mnie pod Holden, załatwiłem samochód: Holden Barina którym dojeżdżam do pracy.
Staram się go nie używać za bardzo, bo jak by nie było to nie moje auto i tylko w razie potrzeby gdzieś jadę poza dojazdem do pracy.
W piątek Jems  dzwonił do mojego kolegi i mówił ze jeszcze chcą potrzymać kilka dni dłużej mój samochód, by sprawdzić jeszcze kilka rzeczy i podejrzewając mały wyciek oleju z silnika.
Jest  poniedziałek 15:30 za pol godziny umówiłem się z kolega, ze pojedziemy z dyrektorem pogadać, bo już tydzień mina i czas się przypomnieć
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę miłego dnia 
08:18, szparagus21
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 września 2011
Juz mi rece opadaja
12 sierpnia po powrocie z urlopu z Polski oddałem samochód do naprawy do salonu, gdzie tylko oni mogą naprawiać to auto.
Jest to dziwny samochód Holend Jackaroo się nazywa a wyprodukowany w Japonii w fabryce ISUZU 4WD.


Jak go kopiłem zrobiłem kilka wywiadów w specjalistycznych zakładach i się okazało, ze do tego modelu  silnika tylko HOLEND diler możne go naprawiać.
Ma jakieś specjalistyczne przyrządy , programy i tak dalej.
Wiec jak miałem problem ( a były to wolne obroty silnika, zdarzało się ze na światłach jak stałem to mi gasł)
wcześniej kilka dni zanim oddalam do naprawy ,poza miastem pracował silnik bardzo dobrze, tylko w mieście te wolne obroty denerwowały.
Córka oddala do naprawy 12 sierpnia, za kilka godzin dzwonią, ze jest woda w paliwie i trzeba wymienić pompę paliwowa i wypłukać zbiornik paliwa, (a dzień wcześniej córka zatankowała do pełna )
Koszt naprawy to $1000 , zgodziłem się.
Następnego dnia  dzwonią znów i mówią, ze trzeba wymienić pompę wtryskowa($3000) to już mi było za dużo


Pojechałem z kolega i pogadałem z service manager który był niezbyt grzeczny, ale wstępnie się dogadaliśmy, on miał zbadać nasza sprawę i następnego dnia powiedzieć co jest.
Myślałem , ze człowiek na tym stanowisku ma trochę oleju w głowie i zna się trochę na motoryzacji.
Następnego dnie wróciłem z kolega( dobrze ze był ze mną bo to Szkot i pewnie polowe z tego co mówił to sam siebie nie rozumiał hihihi taki ich język)


Jak otworzył stronę na komputerze z moim Jackaroo to już miał o $1600 więcej naliczone, zatrzęsło mnie wtedy.
Przecież była mowa, ze żadne prace nie będą robione w moim samochodzie zanim się nie z kontaktują ze mną albo z moja córka.
Odpuścił bez specjalnych nacisków i z kasował te kwotę, ale upierał się do sprawdzania systemu paliwowego i naliczania następnych kwot, a nie są to małe bo ja zarabiam $25 na godzinę, a oni liczą sobie $130, wiec widać jaka różnica.
Spotkania z JAMS trwały od wtorku do piątku, opowiadał durnoty,ze samochód już działa, ze ni można go zapalić i zrobić jazdę próbną, ze córka przyprowadziła samochód który już nie jeździł i takie tam pierdoły.
W końcu w piątek zażądałem by samochód był zrobiony do stanu jaki był przed naprawa i ja go zabieram, ale zanim do tego doszło rozmawialiśmy z J stanowczo, a jak za czą przekręcać fakty to zwróciliśmy mu uwagę, wtedy wyprosił nas z biura, powiedział, ze samochód będzie zaraz gotowy i żebym uiścił w kasie $1000 i jechał do domu.


Pojechałem do domu, był piątek ,wieczorem omówiłem się z kolega na TATARA, zakrapianego trochę, wiec pojechałem po niego swoim samochodem.
W drodze powrotnej jakieś polowe drogi a od domu możne ze dwa kilometry samochód zgasł mi na światłach.
Próbowałem zapalić i nic.
wysiadłem z samochodu, a tu wielka plama oleju na jezdni.
Wyglądało jak wyciek z silnika.
Mój samochód ma zabezpieczenie, gdy nie dostanie odpowiedniego ciśnienia oleju, to silnik nie zapali i tym razem to się przydało.
Zamówiłem transport samochodu do domu, zwalił mi go na ulicy i tak zostawiłem.
W sobotę zaciągnąłem do garażu.
W poniedziałek moja córka nawsadzana J i ten mówi jeśli jest ich wina to naprawia i za transport nie będą liczyć,a jeśli nie to ja muszę pokryć koszty.
Trzymali dwa dni, mówią ze nie ich wina , ja musiałem zapłacić $65 za transport, zamówiłem transport do swojego niesprawnego samochodu do domu, a który mnie policzyli $70 a jak facet przyjechał to powiedzieli mu, by czekał pol godziny.
Nie czekał tylko odjechał.
Jedno w tym było dobre, bo mój kolega spotkał swojego znajomego i pogadał z nim i dowiedział się , ze jest nowy dyrektor tego salonu i będzie pewnie zainteresowany naszym problemem.
Dostaliśmy jego nazwisko.
Był to piątek późne popołudnie.
Zadzwoniłem wściekły do córki, ta do J o telefon do dyrektora, nie dal jej od razu, ale powiedział ze do niej oddzwoni.
Tak tez zrobił, ale już był wieczór piątek, córka coś tam miale, ze nie mogla z nim rozmawiać; oddzwoniła w sobotę.
Pogadali sobie trochę, omówiła mnie i przyjaciela na wtorek na spotkanie z nimi jeszcze dyrektor powiedział, ze jak chce to on weźmie mój samochód w za jakaś sumę, a ja coś sobie wybiorę z jego salonu.
W czasie rozmowy stanęło na tym, ze ja chce naprawić samochód i jeździć nim.
Powiedział, ze naprawi i nie poniosę z tym żadnych kosztów.
Za transport zwrócił mi pieniądze i w piątek po pracy odebrałem samochód.
Nie jeździłem nim praktycznie piec tygodni, ale zdawało mi się , ze jest jakiś taki molowaty i nie idzie za gazem jak powinien.
Wczoraj z córka i zona pojechaliśmy na próbna jazdę, znalazłem kilka problemów,: za niskie obroty na luzie silnika,nie wchodzi w obroty jak dodam gazy, automatyczna skrzynia przerzuca biegi w stanowczo za wysokich obrotach, czyli nie działa jak powinien.
Jutro kontaktuje się z dyrektorem, i odprowadzam samochód.
Jak rozmawialiśmy z dyrektorem po raz pierwszy uzgodniliśmy, ze tylko przez niego załatwiamy wszystko i tylko on z nami się kontaktuje.
Tak ze jutro będzie już szósty tydzień jak nie mam samochodu.
Dobrze ze mam blisko do pracy i chodzę piechota.
Zobaczymy co następny tydzień przyniesie.
Jak do tej pory to już nic mi się nie chciało, ani pisać w dziennikach czy gdzie indziej, ani tez z kimkolwiek rozmawia
Tak wiec radze się zastanowić zawsze zebrać informacje by warsztaty naprawcze nie próbowało naciągać na dodatkowe koszta, gdzie problem możne być w kilku dolarach.
Pozdrawiam bardzo serdecznie
  
10:37, szparagus21
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 kwietnia 2011
Fiji- 9

Fiji dzień dziewiąty 27 stycznia


Rano jak zawsze śniadanie, powrót do domku, prędkie dopakowanie się, sprawdzenie, czy czegoś nie zapomnieliśmy, co jest nie potrzebne, by czegoś zbędnego nie targać z powrotem.

Pożegnanie się z obsługa ośrodka, zamówienie osoby, która dowiezie nasze walizki do taksówki i już jesteśmy gotowi.

Za kwadrans jedenasta poszliśmy do recepcji ,  skąd miała nas zabrać taksówka na lotnisko.

Już kierowca czekał na nas.

Po drodze mieliśmy zabrać jednego chłopaka , który pracuje w ochronie w ośrodku i ma wolny dzień i chciał się z nami zabrać do Nadi na lotnisko przy okazji odprowadzić nas a później pojechać do miasta a wieczorem wrócić do domu.

Zapytał nas jednak dzień wcześniej czy możne się z nami zabrać i czy damy mu $15fiji by miał na autobus wrócić do domu.

Oczywiście nie widzieliśmy w tym problemu.

Po przyjedzie na lotnisko nadaliśmy nasze bagaże,pożegnaliśmy się z chłopakiem, on pojechał do miasta a my do środka lotniska, małe zakupy w sklepie bezcłowym, wiadomo papierosy i alkohol bo nic innego się nie opłaca.

Za dwie godziny mieliśmy mieć samolot do Brisbane, a  stamtąd do Adelajdy.

Pogoda jednak pomieszała nasze plany i to dość poważnie:

Nadciągnęły czarne chmury,pioruny,ulewny tropikalny deszcz,trwało to ze trzy godziny.

Kilka razy odwoływali nasz lot, ale w końcu po czterech godzinach opóźnienia pozwolili nam wchodzić do samolotu.

Delikatnie mówiąc bylem bardzo niezadowolony, bo w Brisbane nie będziemy mieli połączenia do domu, a samolot nie będzie na nas czekał bo w Adelajdzie nie mogą samoloty później lądować niż do 22:00.

Jednak dolecieliśmy do Brisbane, a wraz z nami drugi samolot tez z Nadi tylko planowy lot miał godzinę po nas.

Wiadomo odprawa bagażowa, paszportowa, bardzo nie sympatyczna celniczka nas obsługiwała, ale co zrobić przetrawiliśmy to chamskie zachowanie .

Zaraz na korytarzu dalej babka zatrzymywała nas wszystkich,była z linii lotniczych którymi przylecieliśmy.

Maila listy z nazwiskami, podzielone na grupy i każdy z nas został przewieziony do centrum miasta do hotelu, gdzie mogliśmy odświeżyć się w pokojach ,coś zjeść, dostaliśmy walczery na osobę $50 by zadzwonić do rodziny i powiadomić kiedy przylecimy, by kupić coś do jedzenia.

Brisbane nocą

Widok z balkonu z hotelu na centrum miasta i na rzekę, która kilka tygodni wcześniej zalała miasto

Nie mieliśmy wiele czasu, bo było już po północy , kolo piątej rano miał przyjechać autokar po nas i zawieść nas na lotnisko wraz z naszymi walizkami.

Prędkie nadanie naszych walizek, prawie biegiem do samolotu i lecimy:

Po dwóch i pół godziny lotu lądujemy w Adelajdzie.

Jest godzina 9:30

Zabieramy nasze walizki , łapiemy taksówkę do domu, po kwadransie jesteśmy już w domu.

Prędko zanoszę walizki do domu, przebieram się i jadę samochodem swoim na wymianę opon bo omówiłem się na dziś na godzinę jedenastu.

Dobrze ze wziąłem poprawkę na wszelki utrudnienia, bo jak nie to bym musiał się umawiać znów na inny termin.


Golnie bardzo zadowoleni jesteśmy z naszego wyjazdu, trochę odpoczęliśmy,pozwiedzawszy i mamy wiele wrażeń do opowiadania podpierając się zdjęciami.


Nigdy w ten sposób nie pisałem tak jak by w formie sprawozdania.

Teraz jak to czytam wszystko znów to widzę ze można to zrobić o wiele lepiej i ciekawiej, ale te sprawozdania pisałem na bieżąco, a nie chce później je poprawiać bo jak zacznę to na końcu okazuje się ze to całkiem nowy opis powstał.

Jeśli komuś się podobało to się ciesze, ze moglem jakiś maleńki zakątek świata Wam pokazać, a jeśli się nie podobało to przepraszam, ale ja nie jestem urodzonym literatem i pisze tak jak pisze.

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie

i dziękuje za Wasze komentarze.

Następny urlop w Polsce o d 16 czerwca 2011

12:54, szparagus21
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 marca 2011
Fijii-8

Fiji dzień ósmy 26 stycznia.

Jak zawsze śniadanko:

Dzisiejszy dzień raczej na luzie, odpoczywanie pakowanie się i tak dalej.

Na godzinę jedenastą mieliśmy zarezerwowane dwa kajaki, ale córka z chłopakiem zrezygnowała więc ja wziąłem dla siebie jeden.

Rano pogoda była jeszcze ładna nie było wiatru, więc jak pływałem kajakiem widziałem mnustwo różnego rodzaju ryb i małych i też dość dużych.

Ciekawie było sobie oglądać podwodne życie, siedząc w kajaku i nie bać się że się wypłoszy ryby.

Popływałem z półtorej godziny,zaczą wiać dość silny wiatr a wtedy zrobiły się fale i nic nie było widać pod wodą.

Córka w tym czasie pływała z chłopakiem w okularach i rurką podglądając ryby na rafie i robiąc im zdjęcia(specjalnie na ten wyjazd kupili sobie aparat którym można zdjęcia robić do trzech metrów pod wodą)

Oddałem kajak wróciliśmy do domku i tak siedzieliśmy do drugiego sniadania.

Później poszliśmy zjeść.

Żona położyła sie trochę odpocząć, ja jak zawsze w wolnym czasie w spokoju cos napiszę.

Wieczorem idziemy na nasz ostatni obiad dla żony zamawiamy HOMARA (tak to po polsku się chyba nazywa, a u nas LOBSTER).

kuchaż przygotowuje lobstera

Obiad był udany i bardzo sympatycznie spędziliśmy ten ostatni wieczór.

Ja nie byłem głodny wiec dla dotrzymania towarzystwa przyszedłem.

Zamówilem sobie podwójnego drinka, żona lobstera, a córka z chlopakiem jakieś inne wymyślne danie.

już zaczęło sie jedzenie

Jedzenie dla żony gotowe

Żona już doczekała sie swojego zamówienia

Po niedługim czasie przyjechał kuchaż z cała kuchnia na kołach,rozprawił robala, usmażył go , zrobił sos i jakieś sałatki i podał żonie.

Jeszcze wspólne zdjecie przed rozstaniem

Pod koniec obiadu płacąc rachunek pożegnaliśmy sie z kelnerką ściskajac sie bardzo serdecznie i wróciliśmy do naszego domku.


Jeszcze musimu się dziś spakować,co nie zajmie nam wiele czasu, a jutro rano o 11 jedziemy na lotnisko i nasz czas wypoczynku dobiega końca.

Jeszcze piątek ,sobota i niedziela, a w poniedziałek znowu do pracy.

CDN



07:33, szparagus21
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 lutego 2011
Fiji-7

Fiji dzien siudmy 25 stycznia

Rano jak zawsze śniadanko,pózniej powrót do domku,herbatka papierosek albo dwa, pogadam zawsze z pracownikami co sie tu kręcą rano pracując, z chłopakami z ochrony i tak prawie do jedenastej zeszło.

Później poszliśmy do miejsca zbiurki, z kąd przewodnik zabrał nas do pobliskiej wioski,gdzie wódz tej wioski przyją nas w swoim domu.

Wódz i nasz przewodnik - syn wodza wioski który przygotowuje kave

Była nas mała grupa, bo 5 osób z Australii,3 z USA no i ja z żoną.

Córka z chlopakiem czekali na zewnątrz, bo już byli w tamtym tygodniu.

Usiedliśmy na matach rozłożonych na podłodze,była już przygotowana specjalna miska do mieszania KAVY .

Zawsze z taką wizytą jak sie idzie to zabiera sie KAVĘ i wręcza się wodzowi wioski.

Za nas zorganizował ośrodek torebeczki z tym zmielonym korzeniem.

Pokój w którym byliśmy przyjmowani u wodza

Wódz przywitał sie z nami,przewodnik rozrobił napój z wodą,zaczęła się ceremonia picia tego trunku.

Po kolei podawano nam czare z kavą wtedy my muwiliśmy BULA i raz klaskaliśmy w rece,braliśmy czarę z powagą, wypijaliśmy płyn jednym duszkiem oddawaliśmy czarę uśmiechając się i klaskaliśmy trzy razy w ręce.

Puźniej wódz opowiadał o historii kraju, o wsi, pytał sie nas z kąd jesteśmy, co robimy, a następnie odpowiadał na nasze pytania.

Ja już wiedziałem sporo bo lubię poczytać trochę o miejscu gdzie jadę, ale inni nie zadali sobie trudu tylko zadawali głupie pytania juz nawet nie będę powtarzał jakie.

Później jeszcze kolejka KAVY,troche rozmowy i jeszcze kolejka KAVY i podziekowaliśmy i wyszliśmy z mieszkania.

Jeszcze był mały stragan z wyrobami z wioski różnych korali i wszystko po $2 Fiji.

Żona wzięła 3 pary ładnych korali z muszelek.

Z tamtąd poszliśmy do szkoły w wiosce, a raczej na jej obrzeżu.

jedna z klas z przodu nauczycielka jezyka Indii

Mieliśmy nakupione dużo  rzeczy przydatnych dla dzieci w szkole,takie jak dla małych dzieci ksiażeczki do rysowania, kredki ołówki,dlugopisy, slodycze.

Zastepca dyrektora szkoły przywitał nas bardzo miło,poprowadzał nas po klasach pokazał cały teren szkoły,opowiedział jak odbywają się lekcje kiedy mają przerwy,i w ogóle taki zarys działania szkoły.

Zastępca Dyrektora opowiada nam trochę o historii szkoły

Wiadomo bieda aż piszczy, ale jest czysto,rodzice uczniów dbają o budynki, sami naprawiają co mogą,

Dzieci biegające po boisku szkolnym

Dzieci ładnie w mundurkach czysciutko urbane bardzo grzeczne i mimo że mają długą przerwę to nie latają ,nie ganiają sie, tylko spokojnie chodzą albo gdzieś siedzą i spokojnie zjadają to co przynieśli do szkoły.

Dzieci przed klasą


Porobiliśmy kilka zdjeć dzieciom, córka mowi że są takie fajne sliczne że by ukradła jak by można byo.

dziewczynki siedzące na przerwie

Sami zobaczycie jak pokażę zdjecia.

dzieci siedzące na przerwie

Z tamtad wróciliśmy do ośrodka, później z córką i jej chlopakiem poszliśmy się kompać na plażę,woda wspaniała cieplutka i czyściutka.

Po powrocie poszedłem z żoną na drugie sniadanie.

Teraz spisuję dzisiejszy dzień, a co później bedziemy robić to zobaczymy.

Jeśli nic ciekawego to zakończę ten wpis a jeśli coś ciekawego to dopiszę później.

Wieczorem jeszcze przed zachodem słońca poszliśmy z córką i jej chłopakiem plażą na spacer aż po za wioskę.

Po drodze zagłądaliśmy we wszystkie zagłębienia szukając ciekawych ryb czy koralowych mieszkańców, bo był odpływ.

W jednym miejscu znaleźliśmy jakiegoś koralowca co na plytkiej wodzie po piasku przesówał sie, zrobiłem mu zdjecie.

ten zwierzaczek chodzil sobie po dnie, a jak go dotknąłem to zmienił trochę kolor na ciemniejszy

Przechodząc koło wioski spotykaliśmy dzieci, ktore widzieliśmy bedąc w szkole i dorosłych chodzących po plaży, zbierających drewno na opał, spadające kokosy z drzew, czy też siedzących na plaży.

Kilka z tych osób pracuje w naszym ośrodku więc ich znamy, inni którzy pamiętają nas  z koscioła czy wizyty we wsi, pozdrawiali nas jak przechodziliśmy, rozmawialiśmy z nimi.

Wieczorem bo około 21:30 był wystep zespołu ze wsi , który zaprezętował tańce i śpiewy tradycyjne dla tej części Fiji.

Tańce i śpiewy kobiet

Występ w prawdzie był kródki, ale pełen energii i rozkrecił trochę publikę, a na koniec zapraszali ludzi do wspólnego tańca.

Ja z żoną już wychodziliśmy, ale jeszcze zatrzymaliśmy się przy barze i obejżeliśmy wspólne tańce.

wspólna zabawa

Podobał nam sie występ bo dla nas cos egzotycznego, a poza tym spiew bardzo ładny czysty aż wciąga do słuchania.

CDN



12:13, szparagus21
Link Komentarze (5) »
niedziela, 20 lutego 2011
Fiji-6

Fiji dzień szusty 24 stycznia

Rano jak zawsze poszliśmy na sniadanie, tym razem wszyscy,po sniadaniu mieliśmy zamówioną taksówkę do pobliskiego miasteczka Sigatoka.

Centrum miasta

Miasteczko małe,ciasne,uliczki wąskie ,brudu na ulicach nie było widać, ale wrażenie sprawiało brudnego.

W ciągu niecałej godziny obskoczyliśmy miasto i wpadliśmy zobaczyć lokalny market.

Market

Nie było za wiele co oglądać, kilka stoisk z małzami, a tak warzywa i owoce lokalnej produkcjii-to jeszcze nic z tym co nas spotkało za chwilę:

Poszliśmy pod zadaszonączęść marketu, a tam już od progu jeden przez drugiego straganiarze ciagną na siłę do swoich stoisk,nie zdażyłem niczego dobrze zobaczyć,zapłacilem za żony kolczyki i jakiś naszyjnik, gdy zobaczyłem jak córka nas woła że taksówka na nas czeka, ale dla swojego bezpieczeństwa już stała w innej części marketu oddzielonej siatką.

Po prostu uciekliśmy z tamtąd .

Zauważyłem że w wiekrzości bisnesy prowadzą indianie Fiji ,nie wielu Fiji ludzi ma tu bisnesy, przeważnie tylko pracują dla kogoś.

Pochodziliśmy po innych jeszcze sklepach, taksówka przyjechała za niedługo,kupiliśmy jeszcze trochę owoców napojów i karton piwa i wróciliśmy do ośrodka.

Już córka zmieniła zdanie, bo wcześniej chciała jechać do stolicy Fiji Suva ,ale jak mieli by nas za łydki tak łapać to nie ma sensu wogule tam jechać.

Po za tym miasto jak miasto, lepiej sobie tu siedzieć i spokojnie wypoczywać.

Jeden taki wyjazd starczy.

Po powrocie do ośrodka poszlismy cos zjeść do pobliskiego baru-pabu.

Wiadomo, że poprawiliśmy po piwku i wróciliśmy z powrotem.

Na 17:30 idziemy na jakieś koktail do baru. Wczoraj dostaliśmy imienne i na pismie zaproszenia,nie wiem czy to bedzie za darmo czy też trzeba płacić jak płacić to ja nie lubie koktailii HIHIHI, ale tak prawdę mówiac to nie przepadam za takimi mieszankami.

Częstowanie nas koktailem

Wieczorem kupię internet i sprawdzę sobie pocztę.

Może jak mi sie uda to opiszę jak było z koktailami

No i byliśmy na koktailu:

Wyglądało to tak:

Duża misa napełniona owocami,lodem,wlane jakieś owocowe soki,wino białe i wymieszane wszystko razem.


Takie dziewczyny nas częstowały koktailem

Picie  KAVA

Bardzo dobre, obok zrobili mniejszą miseczkę z tradycyjnym napojem KAVA i czestowali nas,tych którzy wyrazili ochotę na ten napój.

Sporo ludzi przyszło na koktail

Smak dość dziwny i wygląd też nie zachęcający do picia,ale wypadało spróbować tradycyjnego trunku.

Wieczorne oznajmianie HAPPY HOUR GAME zawsze o 18:15

Podawali przy tym pierożki takie maleńkie chrupiące, bardzo smaczne.

Póżniej kupiłem internet, posprawdzałem pocztę a wieczorem jak zawsze siedzimy przed domkiem i rozmawiamy.

Jutro następny dzień i następne wrażenia

CDN

12:07, szparagus21
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 lutego 2011
Fiji-5

Fiji dzień piąty 23 stycznia

Rano jak zawsze herbatka na zewnątrz, papierosek i oglądanie krabów na plaży jak kopią sobie dołki i wynoszą z nich ziemię.

Można to oglądać godzinami.

Później sniadanko z żoną, a następnie była wycieczka do kościoła metodystów w pobliskiej wiosce.

Wieś wygląda bardzo biednie,domy posklejane ze wszystkiego co można znaleść i użyć by wybudowac dom,jednak mimo tej biedy,ludzie są zadbani ,czysto i ładnie ubrani .

Koścół w środku wioski

Zaprowadzono nas do koscioła, wiadomo z zachowaniem wszelkich obowiazujacych tu regół: czyli kobiety nie mogą mieć odkrytych ramion,ubrania meżczyzn i kobiet mają być dłuższe by zakrywały kolana,nie wolno po wsi chodzic w okularach slonecznych czy w nakryciu głowy.

Zanim msza sie zaczęła przyszła grupa młodzierzy, siadóła razem w ławkach i zaczeli śpiewać.

Ich wykonanie można porównać do zawodowych hurów.

Bez żadnego prowadzącego zaczeli pięknie spiewać na dwa głosy a jak ich więcej przyszło to i na trzy spiewali.

Cała msza była prowadzona w języku Fiji ,ale były przetłumaczenia kazania po angielsku.

Msza w kościele


Spiew obecnych w kościele brzmiał bardzo pieknie mimo że nie było pełnego koscioła

Mała dziewczynka podglądającaturystów

Cłopak z dziewczynką,on ubrany na  Fiji styl

Biegający po kościele chłopiec


Bardzo ładnie wyglądała młodzież i małe dzieci przeważnie urbane w oryginalne ubrania, ale też były dziewczynki urbane w sukieneczki co też bardzo ładnie wyglądało.

W drodze do ośrodka zrobiłem zdjęcie tablicy z nazwą wsi 

Po mszy wychodzili: ksiadz, za nim kilka osob i młodzież a następnie my,z każdym z nas uscisnęli ci ludzie rekę podziekowali za uczestnictwo w  mszy ja też im podziękowałem i wrócilismy do ośrodka.

Zjedliśmy z żoną drugie śniadanie, puźniej poszliśmy połazic po rafie bo był odpływ, troche się zapędziliśmy bo tyłeczki nam podmoczyło, ale woda taka ciepla że nie jestes pewien czy jesteś w domu w wannie z gorącą wodą czy w pacyfiku.

Ta wanna tylko troche wieksza, bo jak sie kompałem to jakoś brzegów jej nie mogłem dosiegnać.

Dziś znów spotkałem wegorza ,mniejszego niż wczoraj bo jakies pół metra, niespodziewanie przepłyną kolo mnie i to był biały wegorz ,które spotyka sie w tych wodach.

Ja teraz siedzę spisuję dzisiejszy dzień, żona poszla pochodzić po plaży, dzieci też gdzieś poszły,

Tak nam spokojnie dzień przeleciał,jutro nastepny i też jakieś wrażenia bedą do opisania

CDN



08:56, szparagus21
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 lutego 2011
Fiji-4

Fiji dzień czwarty 22 stycznia

Dziś nic nie planowaliśmy specjalnego, chcieliśmy wybrać się na małe zakupy do miasteczka o nazwie Sigatoka.

Rano jak zwykle śniadanie, w międzyczasie sprzątaczki sprzątają nasz pokój, nawet musieliśmy czekać trochę by skończyły sprzątać.

Później odpoczynek, córka poszła na masaż, a ja zaglądnąłem do internet sprawdzić pocztę.

Posiedzieliśmy przed naszym domkiem w cieniu, bo ostatnie dwa dni tak się opaliliśmy, ze wszystko nas piecze.

Wyjazd do miasteczka odłożyliśmy bo dziś sobota i wcześniej wszystko zamykają.

Myślałem ze pójdę z córka i jej chłopakiem na rafę koralowa, gdzie bylem wczoraj, ale nie maja oni odpowiednich botów a na boso potna sobie nogi na koralach.

Zrobimy sobie wycieczkę innym razem.

Poszliśmy na drugie śniadanie, a później tylko odpoczynek ,drzemka, a ja przed komputerem spisuje dni z wycieczki.

Zmieniłem jednak zdanie, gdy zobaczyłem, ze jest odpływ.

Poszedłem do końca rafy, woda fajna cieplutka, a czasami aż gorąca ze nie idzie wytrzymać.

Oglądałem sobie małe rybki pływające w dołkach po odpływie.

Jedna była taka muszelka

druga była też z lokatorem

Znalazłem kilka muszelek nawet ładne były ale z lokatorami wiec zrobiłem zdjęcie jednej i zostawiłem w wodzie.

W drodze powrotnej w wodzie gdzieś do kolan był spory kamień, a pod nim zauważyłem jakiś łepek ryby która prędko się cofnęła i znikła mi z oczu.

Nastąpiłem na ten kamień z myślą, ze ryba się przestraszy i wypłynie.

Tak się też stało, ale ja staniolem z wrażenia i głupoty jak zobaczyłem co wyskoczyło i ociekło pod inne wiele większy kamień.

Był to ogromny metrowy węgorz.

Moją głupotą było to że powinienem przewidzieć i być gotowy do zdjęcia,mogło mi się udać go sfotografować.

Ale i tak bylem zadowolony.

Piękne zachody słońca mielismy

Wróciłem do pokoju posiedzieliśmy z żona trochę i jak zrobiło się chłodniej poszliśmy się przejść.

Wybraliśmy plażę jakieś pól kilometra od nas,musieliśmy trochę iść plażą,później przez zarośla na skały a następnie dochodziliśmy do ładnej plaży.

Przejście przez skały wulkaniczne nie było łatwe szczególnie w klapkach, ale jakoś sobie radziliśmy.

Już byliśmy w połowie drogi,żona trochę z tyłu, gdy zobaczyłem węza-może z metr długi, cienki i ładnie ubarwiony w takie pierścionki przeplatane czarne i białe, na skalach wulkanicznych bardzo dobrze było go widać.

Podszedłem jakieś z półtora metra porobiłem mu kilka zdjęć i powiedziałem żonie że jest przypływ i w okolicy możne być ich więcej wiec zawróciliśmy.

Ładny- prawda?

Takiego bym chętnie złapał

Wszyscy nam zawsze mówili tu że nie ma węży ani jadowitych pająków.

Jak się później okazało, jak sprawdziłem w internecie to jest waż morski jadowity żyjący na rafach koralowych.

Dobrze że go nie brałem w ręce hihihi.

Całymi dniami towarzyszyły nam ptaszki i chodząc po trawie ładnie śpiewały


Później poszliśmy na obiad, gdzie córka z chłopakiem już byli.

Zjedliśmy trochę ,a do obiadu zawsze gra zespól z gitarami i Fiji muzyka.

Ci akurat grali do drugiego śniadania

Zaczepiliśmy o bar,a za niedługo przyjdzie pewnie córka i jak zawsze wieczorem posiedzimy i pogadamy

Jutro mamy sporo planów, ale jak na razie nie będę ich zdradzał.

CDN

06:12, szparagus21
Link Komentarze (2) »
środa, 02 lutego 2011
Fiji-3

Fiji dzień trzeci 21 styczeń.

 

Dziś zony urodziny, ale nie pozałatwialiśmy tak jak chcieliśmy zrobić niespodziankę wiec zostało bardzo spokojnie.

Rano złożyłem życzenia,poszliśmy razem do sprzedawców co maja tu kilka stoisk i kopiłem ładny naszyjnik.

Zrobiony z muszelek krabów i pereł słodkowodnych

Wczoraj  córka  kopiła tez naszyjnik zonie w przecie  inny i tez bardzo ładny.

Ten możne ładniejszy jest ze szlifowanych muszli perłowych

Później mieliśmy śniadanie,a po nim trochę odpoczynku.

Kolo południa spotkałem mężczyznę z wioski który szedł na ryby, chciałem zobaczyć jak tu się łowi wiec zabrałem zonę i poszliśmy.

Poszliśmy na następna plaże za zakrętem, piękna plaża,do samej plaży rosną ogromne drzewa i nawet owocowe się trafiają.

Plaza


Poszedłem z nim do wody łapać ryby,żona została nap plaży.

Widoki na plaże

Szliśmy dość daleka, po drodze widziałem piękne rafy koralowe o wiele ładniejsze niż te wczoraj, wiele rożnych ryb żyjących w koralach,rożne zwierzęta  morskie żyjące na koralach po prostu nie do opisania.

Nawet teraz widać jak pięknie możne być pod woda

Łowienie ryb polegało na tym, że mężczyzna przyniósł specjalny korzeń obijał go na kamieniu a później soki rozprowadzał pod skalami gdzie mogły okrywać się ryby.

Przygotowanie korzenia

Soki te częściowo usypiają ryby i wypływają one wtedy.

Rozbijanie korzeni

Ja chodziłem po rafie ze swoim aparatem i oglądałem co pod woda jest ciekawego by sfotografować.

Znalazłem jedną dużą muszle, myślę zabiorę ją ze sobą, ale podnoszę a tam lokator, pół metra dalej podobna i to samo wiec zostawiłem.

Nie było ich za dużo,tylko jedna złapaliśmy  na plaży rozpalił ognisko i upiekł do poczęstowania nas.


Musze powiedzieć że  mimo nie było żadnych przypraw była bardzo smaczna.

Umówiliśmy się z tym mężczyzna ze przyniesie nam kilka muszelek co ma w domu.

Dałem mu jeszcze na piwo, które miał kopic i wieczorem jak się spotkamy to po piwku wypijemy.

Wróciliśmy do ośrodka.Córki nie było,ale za niedługo  przyszła.

Opowiadała, że była na wycieczce w wiosce i bardzo jej się podobały zwyczaje tych ludzi  i tak dalej.

W niedziele mamy iść do wioski już razem i zobaczymy co i jak

Poszliśmy coś zjeść, później polecieliśmy z żoną na spotkanie mężczyzny z wioski.

Czekał na nas, wypiliśmy po piwku,dobiliśmy targu z muszelkami i wróciliśmy z powrotem.

To muszelki które utargowaliśmy od rybaka

Wieczorem pewnie znów będziemy siedzieć razem przed domkiem  i gadać do pozna 

CDN

03:36, szparagus21
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 stycznia 2011
FIJI -2

Fijii dzień drugi 20 stycznia

 

Wstaliśmy rano, a raczej zgoniłem żonę z łózka bo córka  z chłopakiem  poszła już  na śniadanie, a u nas w Adelajdzie była dopiero 6 rano.

Tu jest 3 godziny różnicy i nie tak daleko od nas jest ta wyspa  należąca do Fiji   gdzie czas się zaczyna i tam właśnie pierwsi zaczynają Nowy Rok.

Tak wiec jesteśmy na początku strefy czasowej.

Śniadanie bardzo smaczne europejskie, kucharz serwuje co tylko chcesz, przygotowuje przed Tobą wiec widzisz jak to robi i z czego.

Wiele potraw jest przygotowanych wiec  wzielismy co chcieliśmy i do śniadanka z żoną zasiadłem.

Po śniadaniu zwiedzanie ośrodka,basen, sauna, zjeżdżalnie do basenu dla dzieci, pływanie w okularach i podglądanie życia podwodnego, a jest co oglądać, bo w około wyspy jest rafa koralowa a tam mnóstwo do oglądania.

Są też kajaki, jest łódka, którą można popłynąć na nurkowanie.

po odpływie w oczkach wodnych pływały rybki


Poszliśmy z żoną na mały spacer plażą. Doszliśmy do niewielkich skałek, a tam jak w akwarium mnóstwo małych kolorowych rybek, kraby małe ganiające po skałach,nawet takie kraby spotkałem co żyją w innych muszelkach , jedna taka była ponad 10 centymetrów ale nie miałem sumienie wywalić na piasek lokatora.

spotkaliśmy rozgwiazdy

Spotkałem też przed domkiem  jednego młodego pracownika, z którym pogadałem i później przyniósł mi kokosy zerwane z drzew, by na ludzi nie spadały ,bo jest ich pełno w koło, otworzył nam zlał wodę kokosową do picia i jednego zostawił na zjedzenie miąszu.Resztę pustych kokosowych orzechów zabrał.

Sok z kokosów zlewaliśmy do dzbanka

Wiem ze ludzie tu są biedni  on zarabia $120 fiji na tydzień więc kilka dolarów dałem my za fatygę.

Był odpływ:

Cała rafa koralowa się wynurzyła z wody.

Koral znaleziony na rafie


Tak wygląda rafa po odpływie

Poszliśmy z żoną na penetrację, dużo ładnych niebieskich rozgwiazd widzieliśmy, wiele małych kolorowych rybek jakie można widzieć w akwarium, jakiegoś grubego czarnego robala, jakieś cieńsze i dłuższe dżdżownice morskie, korali trochę nawet jeden mały przynieśliśmy,znaleźliśmy kilka muszelek a jedną najładniejszą znalazła żona , ale znów z lokatorem i musiałem odnieść do wody.(te dżdżownice i czarne  robaki to są w dosłownym tłumaczeniu - morskie ogórki)

takie zwierzątka też tam spotkaliśmy

Teraz spisuję nasze wrażenia z drugiego dnia ,żona odpoczywa a córka z chłopakiem śpią –tez wypoczywają. 

Byliśmy z żoną coś zjeść.

Zamówiła ona pizzę ,ja rybę i frytki z sałatą.

Wszystko bardzo smaczne i bardzo miła obsługa.

Później poszliśmy nad basen gdzie młoda dziewczyna sprzedawała lody kupiliśmy sobie po kilka gałek i prędko zjedliśmy je bo przy takiej temperaturze prędko się rozpuszczają.

Widok na basen z restauracji

Wieczorem poszliśmy na pokazy chodzenia po gorących kamieniach, a później częstowali nas swoim tradycyjnym napojem nazywanym KAWA

Zanim zaczął się program można było kupić kokosa a w nim woda z kokosów mieszana z wódką.

Kolejka po napoje kokosowe

Zaczął się rytuał z  przygotowaniem pokazów chodzenia po gorących kamieniach,młodzi mężczyźni chodzili po nich przystawali i tak trwalo z piętnascie minut, w międzyczasie dziewczyna opowiadała o tradycji tej i z czym jest ona związana.

Chodzenie po rozgrzanych kamieniach

Później przyszło kilku młodych chłopców, przynieśli miskę i jakieś korzenie .

Po chwili doszedł jeszcze jeden,który w bambusowym kiju przyniósł wodę.

Przygotowywanie tradycyjnego napoju KAWA

Nalał wody do miski i jeden z chłopców zaczął wyciskać soki  z rośliny którą miał w misce.

Wyglądało to jak woda z błotem mieszana, zaczęli później częstować publiczność.

Rytualne picie KAWY

Ja w prawdzie tego nie próbowałem, ale córka z chłopakiem tak.

Wieczorem poszliśmy do baru, dziewczyny  pozamawiały sobie cocktaile, ja miałem swoje w lodówce ze sklepu bezcłowego.

Przez cały dzień z żoną chodziliśmy dużo  i słoneczko nas trochę złapało, aż do tego stopnia, że jak wieczorem się wykąpałem to tak mnie zaczęło trząść z zimna(w pokoju była klimatyzacja włączona) ze już nie posiedziałem z nimi przed domkiem tylko wcisnąłem się pod kołdrę.

CDN

01:49, szparagus21
Link Komentarze (7) »
piątek, 28 stycznia 2011
FIJI 1

Fiji dzien pierwszy  19 stycznia

 

Wstalismy o3 rano, taksówke mieliśmy zamówioną na  4:15

O czwartej przyjechala do nas córka ze swoim chłopakiem, bo wraz z nami lecieli na Fijii.

Mieliśy samolot o 6:15 do Melborne a z tamtąd  9:05 do Nadi na wyspie Fijii.

Na miejsce dolecieliśy czasu lokalnego o godinie 16:30.

Po drodze zrobiłm kilka zdjeć z samoltu jak dolatywaliśmy do  wyspy.

Po wyjściu z samolotu zabraliśmy bagarze I do sklepu bezcłowego na zakupy:

Ja patrzyłem za napojami I papierosami,

Córka moja troche pali wiec wzieliśmy wszystkiego na cztery osoby. Było tego sporo,ale jakoś się zabraliśmy hihihi.

Następnie odprawa paszportowa I celna, co poszło bardzo prędko, pożniej znależienie przewożnika, który nas dowiezie do miejsca naszego urlopu.

Wszystko pozałatwialiśmy I wsiedliśmy do autokaru.

Z zewnątrz wyglądał dość dobrze, ale w środku to juz nie najlepiej, choć po dwóch godzinach jazdy dowiózł nas na miejsce.

Po drodze widzieliśmy dość ładne góry, wszędzie zielono, ładne lasy sosnowe na wzgórzach.

Teren jest bardzo pofałdowany piękna soczysta żieleń, czego nie ma w Australii.

Choć widać biedę tej wyspy, ale też widać, że mlodzież udziela sie sportowo, gra w pilkę gdzie może.

Było nas prawie cały autokar , większość ludzi wysiadła w wielkim ośrodu po pułtorej godziny jazdy,my jechaliśmy dalej W końcu dojechaliśmy.

Wysiedliśmy z autokaru I poszliśmy do recepcjii.

Jak to my zabraliśmy swoje walizeczki I do recepcjii, choć podjechał wuzeczkiem meżczyzna I pakował inne walizki.

Od razu podano nam w puharkach napoje z bananówI innych lokalnych owoców(bardzo smaczny ) zresztą.

Meżczyzna zabrał nasze bagaże na wózek I po załatwieniu spraw z zamieszkaniem poszliśmy do naszych domków.

Tak wygglada osrodek

Taki mały bliżniaczek nad samą plażą (nie wiecej niż 8 metrów do plaży) a w okołopiękna żieleń , palmy z kokosami,ptaki spiewające I żaby skaczące po trawniku nocą.

Wszedzie rosna palmy

Wszyscy bardzo mili, nie spieszący się, mający czas do pogadania,zatrzymania siępozdrawiają   nas  ich  językiem I my tez im tak odpowiadamy.

Zdjecie jak graja do drugiego sniadania


A wieczorem wszedzie zabki

Wieczorem obiad:

Nawet coś znalazłem dla siebie, mimo ze jestem bardzo wybredny.

Poszlo nam troche kaski bo zaplaciliśmy $180 Fiji, ale w końcu jesteśmy na urlopie I trzeba trochę się zrelaksować,a nie zaciskać wszędzie pasa.

Tak na marginesie to myslę, że Kiiki by lubiła to miejsce, bo temperatura odpowiednia dla niej kolo 30 stopni, woda kilka stopni niższa plaża,basen restauracja  z dość przystępnymi cenami, wybór duzy I co najważniejsze nie ma  a raczej nie zauważyłem mlodzieży co by się tu zachowywała grzecznie mówiac nie stosownie.

Przyjezdżają to co zauważyłem ludzie starsi albo z rodzinami I dziecmi co chcą spokoju I wypoczynku.

Jak by ktoś z Was kiedyś chciał tu przyjechać to polecam bo widzę że spokój miła obsługa I miejsce bardzo dobre na wypoczynek.

Po obiedzie był mały pokaz historii wyspy co było ciekawe, a wieczorem do obiadu grał lokalny zespół w strojach Fiji I muzyką tego kraju .

Wróciliśmy do swoich domków, posiedzieliśmy troche we czworo, a że byliśmy zmęczeni naszą podróża I wczesnym wstaniem  poszliśmy spać.

Mieszkanko  jak to na wakacjach małe ale ma wszystko:

Łazienka, ubikacja, umywalka, suszarka do włosów( akurat ta ostatnia nie jest zbyt przydatna hihihihi)

Sypialnia;

Jedno podwójne łóżko, z boku jedno pojedyńcze, AC klimatyzacja, mały stolik okrągły szklany z dwoma krzesłami,dwie toaletki przy łużkach,mały stolik z czajnikiem I szufladami z lustrem na śćianie,pewnie dobre do robienia się kobiet na bustwo, żelazko, sejf na dokumety,szafa na ubrania.

CDN

 

10:02, szparagus21
Link Komentarze (8) »
piątek, 29 października 2010
Dawno nic nie pisalem

W zasadzie nic  takiego sie nie dzialo co bym mogl opisac

Zebralem sie jednak w sobie  i czytajac inne blogi postanowilem cos napisac.
Nie chce narzekac ale ostatnio mam duzo pracy, co pozostawia slad na odcinkach z wyplaty co tydzien i to jest motywacja:
Juz mamy zaplacony urlop z zona , corka i jej chlopakiem na Figii pod koniec stycznia na  dwa tygodnie
Planujemy z zona jechac do Polski na jakies 6-7 tygodni na urlop , wiec wszystko to mobilizuje do dlugiej choc nie zawsze ciezkiej pracy
Ostatniego lata mialem problem z motorem w lodce.
Teraz szukam wprawdzie uzywanego ale w dobrym stanie troche wiekszego  motoru.
Mam nadzieje ze w ciagu kilku tygodni znajde i bede gotowy na letni sezon na lodke.
Dwa miesiace temu nasza kotka miala  5 malych kociakow.
Cztery rozdalismy znajomym , ale jeszcze jeden zostal i jak na razie siedzi u nas w domu i mamy nadzieje ze znajdzie sie na niego chetny.
Najgorzej jak nie ma nas w domu calymi dniami a zwierzaki same zostaja w domu.
Jest jeszcze jeden wiekszy problem jesli pojedziemy na urlop i kto sie nimi zajmie.


Tak wygladaly jak byly male



jeszcze kilka twarzyczek

Bylem z kolego pewnej niedzieli w Mannum i tam utrwakilem kilka kwiatkow


kolega kupil karabin i przestrzeliwalismy go do tarczy


ten czarny samochodzik to moj

Taki pajaczek mnie odwiedzil pewnego wieczora

ten czarny to krecik a ten drugi to Gucio i ten ostatni zostal z nami
Prawda ze sa ladne
Pozdrawiam bardzo serdecznie i milego czytania zycze

12:13, szparagus21
Link Komentarze (7) »
niedziela, 04 lipca 2010
Handorf

Dzis z zona wybralismy sie do niemieckiego miasteczka nie daleko Adelajdy.

Wprwdzie bylismy tam tydzien temu  , ale to byla rodzinna impreza.

Zona znalazla tam w jednym sklepie ladna torebke skorzana, ale nie byla zdecydowana, czy ja kupic,wiec wrocilismy dzis.
Niestety nie bylo takich jaka chciala, pewnie za kilka tygodni znow pojedziemy.
Mnie zakupy nie interesuja, wiec stalem na ulicy i zrobilem kilka zdjec.


Mimo ze miasteczko male, to bardzo duzo ludzi przyjezdza w week-enndy



wszedzie restauracje, kawiarnie, sklepiki




na przodzie powiewa aborygenska flaga



widok ulicy w zimowej australijskiej szacie



opis chyba zbyteczny

Harakterystyczna budowa konstrukcjii domow



W drodze do domu jechalismy malo uczeszczanymi drogami przez gory i mimo, ze bylo wiecej i ladniejszych widokow, to nie mialem gdzie zatrzymac samochodu, mimo ze drogi dobre ale waski i krete.





Jak widac skalki zwisaja do samej jezdni


Teraz wszedzie jest zielono, deszcze popadaly i zima wszystko sie ladnie zazielenia.
Latem tylko widac zolte spalone sloncem trawy


Pozdrawiam bardzo serdecznie z zimowego konca swiata

13:53, szparagus21
Link Komentarze (7) »
niedziela, 13 czerwca 2010
Birdwood

Plany byly na niedziele inne:

Mielismy jechac z kolega  za miasto na dwa dni do innego kolegi konczyc mu molo ktore kiedys zaczelismy.
Pogoda jednak nie byla zbyt sprzyjajaca, wiec przelozylismy ten wyjazd na jakis czas.

Postanowilismy sie wybrac z kolego do muzeum samochodow do ktorego juz dawno sie chcialem wybrac ale nie bylo nigdy okazjii.
Po drodze zabralismy jeszcze jednego kolege i pojechalismy:
Male miasteczko typowo australijski, kilka domow pub, stadion do jajowatej pilki,kilka sklepikow i duze muzeum.
Zajelo nam zwiedzanie ponad dwie godziny, a bylo co zwiedzac:
Nawet spotkalem tam motocykl IZ i JAWA.



Taki motocykl nas powital przy wejsciu



nastepne zabytki



Jeszcze jeden okaz


Tak wygladaly wozy strazackie



Samochod gubernatora, ktorym tez jezdzila krolowa odwiedzajac Australie



Jeszcze dwa motocykle z wojskowe


Wycieczka wprawdzie nie dluga, ale jak dla mnie i kolegow bardzo ciekawa.
Byly tez mlodsze samochody i motocykle, ale nie wstawie przeciez wszystkich zdjec

Jesli kogos interesyje wiecej takich pojazdow to zapraszam do swojego albumu
http://picasaweb.google.com.au/szparagus21/Birdwood#

Pozdrawiam bardzo serdecznie i milego ogladania zycze

16:14, szparagus21
Link Komentarze (4) »
piątek, 21 maja 2010
Wschod slonca i pajak
Prawie rok temu bylem w Polsce z cala rodzina to znaczy z corka i zona.

ZCorka miala swoj aparat, a ja swoj.
Robilismy duzo zdjec, bo tez jezdzilismy duzo po kraju, chcilem jej pokazac jak najwiecej Polski.
Bylismy tez w Krakowie, Zakopanem Wieliczce, o ktorych zawsze mile wspominam.
Zawsze Krakow Kojazy mi sie z Wanilia, z ktora kiedys kilka razy rozmawialismy na gg, nawet chodzac nad Wisla przy Wawelu mialem nadzieje ja spotkac, ale to glupie wymyslu bo i tak pewnie bysmy sie nie poznali  mijajac sie obok.
Nie o tym chcialem pisac
Otuz mielismy aparaty jak normalni turysci takie tam "pstrykaczki" jaj ja to okreslam.
Przez caly pobyt w Polsce robilismy setki zdjec, mimo ze bardzo ladne widoki, ujecia i tak dalej ale zawsze nam czegos brakowalo:
Po powrocie do domu czyli do Adelajdy kupilismy sobie  inne aparaty firmy Nikon.
Ruznia sie one modelami ale oba sa bardzo dobre i teraz moge robic zdjecia ciekawsze i bardziej wyeksponowane.
Zawsze kiedy gdzies wyjezdzam zabieram ze soba aparat i jak nadaza sie okazja do czegos ciekawego to utrwalam.
Nie lubie obrabiac za bardzo swoich zdjec, wole by byly nawet troche gorsze ale zawsze autentyczne.



 Wieczorem kiedys wyszedlem na werande na papieroska zobaczylem ogromnego wlochatego pajaka.
Skoczylem do domu, zlapalem aparat i go uwiecznilem, choc nie bylo latwo bo krecil sie na swojej nitce a nie moglem go ustawic bo by uciekl.



Innym razem bylem z kolega poza miastem u innego kolegi, ktorego posiadlosc dochodzi do rzeki.Zostalismy na noc.
Wstalem wczesnie jeszcze przed wschodem slonca i czekalem, mgla rozkladala sie na wodze, rzeka stala nieruchoma (dziwne to dla Was ) ale ta rzeka nie plyni prawie wcale, no ien widok co sie ukazal po chwili.
Utrwalilem i jestem z tej fotografii bardzo zadowolony.
Podoba mi sie po prostu.




Kiedys zona mnie wola i mowi, ze jeden z kwiatkow umiera przed domem:
wychodzmy  z domu i widzimy  moze z gdiesiec takich slicznych pasorzytow, ktore w ciagu nocy zjadly cale dzrzewko

Tak wiec widac ze aparat pracuje i sprawia mi tym przyjemnosc

Jeszcze musze sie duzo uczyc bo ma bardzo wiele funkcjii ale metodami prob i bleduw powoli go rozpracowuje, a ze cyfrowka to zawsze wieczorem przed komputerem mozna poprawic swoje bledy i sprawdzic jak powinno robic sie lepiej


Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i dziekuje bardzo za kometarze w poprzednim wpisie. 


12:22, szparagus21
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 17 maja 2010
(***)

Mielismy kiedys kotke, ale rok temu przed naszym wyjazdem do Polski zmarla, araczej byla tak chora ze uspilismy ja.
Wiadomo, ze przezylismy wszyscy bardzo rozstanie z kicia, ale takie jest zycie, choroba byla nie uleczalna i zaawansowana ze nic nie dalo sie zrobic.
Zawsze lubilem i lubie zwierzeta.
Zauwazylem jakis czas temu, ze jeden kocur do nas przychodzi, zaczalem go podkarmiac, ale byl bardzo nieufny , ze nawet nier moglem go poglaskac.
Dlugo mi zajelo ,az kiedys wzialem go na rece, poglaskalem, ale zauwazylem, ze na ogonie nie ma  sierrsci wpewnym miejscu, mysle, ze ktos kiedys mu zrobil krzywde i tera jest bardzo nieufny i przestraszony.
Nawet teraz, jak chce go poglaskac to wciska sie calym cialem w zieme , jak by sie bal ze za chwile przykrosc go spotka.
Przychodzi do nas od czasu do czasu, podkarmimy go poglaskamy zagada on do nas i tak nasza znajomosc trwa.



Tak ta kicia wyglada


Po jakims czasie  oklo dwoch miesiecy temu zacza tez przychodzic inny mlody kotek, a raczej kotka w wieku miedzy 5-6 miesiecy.
Ta korka uswoila sie predzej i widzac, ze potrzebuje pieszczot.
Przychodzila od sasiadow  kilka domow dalej  na naszej ulicy, az zadomowila sie na dobre.
Zona nawet poszla raz odniesc kotke do domu ale jak zobaczyla gdzie jest niesiona uciekla i za pol godziny byla u nas.
Nie wiemy co z nia zrobic bo jest fajna przylepa i szkoda by tak spala na werandzie, a nie chce zona sie zgodzic by ja zaadoptowac, bo jak chcemy gdzies jechac, a planujemy w przyszlym roku do Polski to co z nia zrobic/
Sasiadow mamy takich ze nie dopilnuja, bo nie lubia zwierzat, a tak sama zostawic, czy corka by dokarmiala to juz mnie na sama mysl lzy cisna sie do oczu.
Wlasciciele tej kotki maja jeszcze kilkoro jej  rodzenstwa i wczale sobie glowy nia nie zawracaj.
Dzis rano wpadlem na pomysl, ze corka ma kilka kolezanek i moze jednej z nich odda kotke, wprawdzie to nie nasza, ale niech idzie do dobrego domu gdzie zwierzak bedzie mial cieplo domowe jedzenie i milosc.
Kochamy z zona i corka zwierzeta, ale nie mozemy jej niestety zatrzymac. 


Mielismy kiedys kotke, ale rok temu przed naszym wyjazdem do Polski zmarla, araczej byla tak chora ze uspilismy ja.
Wiadomo, ze przezylismy wszyscy bardzo rozstanie z kicia, ale takie jest zycie, choroba byla nie uleczalna i zaawansowana ze nic nie dalo sie zrobic.
Zawsze lubilem i lubie zwierzeta.
Zauwazylem jakis czas temu, ze jeden kocur do nas przychodzi, zaczalem go podkarmiac, ale byl bardzo nieufny , ze nawet nier moglem go poglaskac.
Dlugo mi zajelo ,az kiedys wzialem go na rece, poglaskalem, ale zauwazylem, ze na ogonie nie ma  sierrsci wpewnym miejscu, mysle, ze ktos kiedys mu zrobil krzywde i tera jest bardzo nieufny i przestraszony.
Nawet teraz, jak chce go poglaskac to wciska sie calym cialem w zieme , jak by sie bal ze za chwile przykrosc go spotka.
Przychodzi do nas od czasu do czasu, podkarmimy go poglaskamy zagada on do nas i tak nasza znajomosc trwa.

Po jakims czasie  oklo dwoch miesiecy temu zacza tez przychodzic inny mlody kotek, a raczej kotka w wieku miedzy 5-6 miesiecy.
Ta korka uswoila sie predzej i widzac, ze potrzebuje pieszczot.
Przychodzila od sasiadow  kilka domow dalej  na naszej ulicy, az zadomowila sie na dobre.
Zona nawet poszla raz odniesc kotke do domu ale jak zobaczyla gdzie jest niesiona uciekla i za pol godziny byla u nas.
Nie wiemy co z nia zrobic bo jest fajna przylepa i szkoda by tak spala na werandzie, a nie chce zona sie zgodzic by ja zaadoptowac, bo jak chcemy gdzies jechac, a planujemy w przyszlym roku do Polski to co z nia zrobic/
Sasiadow mamy takich ze nie dopilnuja, bo nie lubia zwierzat, a tak sama zostawic, czy corka by dokarmiala to juz mnie na sama mysl lzy cisna sie do oczu.
Wlasciciele tej kotki maja jeszcze kilkoro jej  rodzenstwa i wczale sobie glowy nia nie zawracaj.
Dzis rano wpadlem na pomysl, ze corka ma kilka kolezanek i moze jednej z nich odda kotke, wprawdzie to nie nasza, ale niech idzie do dobrego domu gdzie zwierzak bedzie mial cieplo domowe jedzenie i milosc.
Kochamy z zona i corka zwierzeta, ale nie mozemy jej niestety zatrzymac.  


Co do kometazy w poprzednim wpisie to :
Nicka1
Pozdrawiam serdecznie

Pollyanna.m2
Przepraszam ze napedzilem strachu ale juz po wszystkim
Bede staral sie czesciej ty cos wstawiac
Pozdrawiam

Agataa 76

Tak jak pisalem wyzej postaram sie czesciej tu cos napisac
Nie lubie restauracjji czuje sie nieswojo i nie lubie tam jesc.
Najlepiej mi smakuje jak zona w domu zrobi obiad.
Jestem widac domatorem i tylko jem co zona mio przygotuje, nawet w swieta u siustr czy mamy nie lubie nic jesc
Sciskam mocno


Tak trroche rozpisalem sie o swoich przyziemnosciach
Sciskam Was wszystkie ktore tu zagladniecie i pozdrawiam serdecznie

14:21, szparagus21
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 maja 2010
tak bez tytulu

Dawno nie pisalem.

Nie mialem jakoch natchnienia by cos pisac.
Od czasu do czasu cos naskrobalem u Zuzi i tyle.
Chce troche sie pochwalic co sie zmienilo u nas.
Otoz corka tydzien przed wielkanoca odebrala dyplom  po ukonczeniu studiow i w dodatku bylo nam bardzo przyjemnie bo jako jedyna z roku ,ktorej caly dorobek i jej rozszezona prace koncowa  wspomnial rektor przy wreczaniu dyplomu.
Nie od razu dostala prace w zawodzie, ale przez agencje pracowala kilka tygodni w Policjii, a pozniej przez inna agencje dostala prace w zawodzie i teraz pracuje , jak wszystko pojdzie dobrze to po trzech miesiacach dostanie tam prace na stale.
Bylo nam tez bardzo milo,bo kilka dni temu dostala list z agecjii, przez ktora pracowala w policjii i ta agecja napisala bardzo ladny list z podziekowaniami, ktory otrzymala z policjji.
Tak wiec corka moja jest lubiana i zna sie na swojej pracy, mimo ze  to byla tylko praca biurowa.

Teraz troche z innej beczki.
Dzis mimo jesieni jest piekna sloneczna pogoda, temperatura kolo 20 stopni, az milo wyjsc gdzies z domu
Wlasnie wrocilismy z wietnamskiej restauracjii, gdzie bylismy na lunche z okazjii dnia matki.
To znaczy ja z zona, i corka z chlopakiem.
Ja wiadomo wypilem kawe  bo nigdzie nie jem tylko w domu, ale oni mieli ryz, przepiorki, jakies miesa, fladre, jakies salatki i takie tam.
Wszyscy zadowoleni.
Po drodze kupilismy jeszcze kwiaty dla mojej mamy i pojedziemy po poludniu, bo z pewnoscia wpadna tez nasze siostry.

Teraz siedzimy w domu i odpoczywamy.
Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich co tu zagladna, a z pwenoscia nie bedzie ich za wiele

Milego dnia zycze.

07:21, szparagus21
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 września 2009
Nie za wesolo

Jakos wszystko sie pokomplikowalo

Zaczelo sie od tego, ze dwa tygodnie temu tesciowa zadzwonila z Polski i powiedziala, ze wszystkich mieszkancow w  baraku , gzie mieszkali wywalili na ulice.
Nie bede opisywal szczegulow, bo za duzo by bylo pisac.
Sprawa wciaz sie toczy i zona co dziennie dzwoni do matki , ale nie jestesmy w stanie nic jej pomoc.

W dodatku mojej szwagierki syn byl w szpitalu, ma jakies problemy z sercem, wiec szwagierka, ktora wspierala tesciowa bedac z nia w tych ciezkich chwilach i ganiala po urzedach musiala wrocic do Hajnowki zajac sie swoja rodzina.
Dzis wieczorem corka przyszla zalamana , bo dostala za jedna prace F1 co znaczy ze praca nie zostala zaliczona a co za tym idzie zakonczenie jej studiow jest zagrozone.
Muszepowiedziec ze corka przez caly czas studiow bardzo pracowala i zawsze pisala prace na 80% i wiecej, co dalalo jej miejsce w czolowce studetow na roku.
Tym razem tez nie bylo jej winy ale osoba na uniwersytecie olewa wszystko i nie pomogla jej, nie chciala nawet odpowiadac na corki e-maile by jej pomoc.
Inni profesorowie zawsze kontaktuja sie poczta elektroniczna i wszystko pracuje dobrze.
Tak wiec wszystko jakos sie wali na calego - nie ma czym sie chwalic.

Mimo ze juz wiosna to jest zimna, wieja wiatry i wczoraj przeszla ulewa, gdzie w ciagu godziny spadlo 25 mm wody co podtopilo troche domow i miedzy innymi corki, a ulice cale byly pod woda

Pozdrawiam bardzo serdecznie i milego dnia zycze 

12:55, szparagus21
Link Komentarze (6) »
środa, 12 sierpnia 2009
Smietnik Swiata
 Bo o Was tak nie mysle
Zaczne jednak od poczatku:
Jast nas w pracy pieciu polakow:
Jeden Bernard, ktory pracuje juz kilkanascie lat, ja co mam  siedem lat stazu, Rafal co nie caly rok pracuje i Wojtek i Sylwek co kilka miesiecy tu robia.
Bernard mnie wciagna do tego zakladu bo firma kreci sie dobrze i potrzebowali ludzi, Teraz niedawno wciagna hydraulika Rafala, ktoremu calkiem dobrze idzie w pracy jako elektryk, pozniej Wojtka przyprowadzil i Sylwka wciagna na sile wypraszajac wlasciciela firmy by go przyja.
Ten ostatni to kompletny idiota, ale nie grozny, choc troche mnie wkuza glupimi gadkami.
Wojtek jest spokojny , cichy, wolno pracuje i malo kapuje.
Rafal to cwaniaczek kuty na cztery nogi.
I wlasnie sie zaczelo :
Prubowali skubnac moje narzedzia ktore zawsze uzywam, a jak bylem na urlopie to prawie im sie udalo, jednak jak wrocilem to odkrecilem wszystko i bylo OK, ale w tamtym tygodniu bylem trzy dni na zwolnieniu i siedzialem w domu, a jak wrocilem to swinie mi podlozyli ( nie bede mowil jaka,) ale uwazam ze to nie w porzadku, ze ci co najkrocej krzycza najglosniej.
Dzis wkurzylem sie na calego i wypialem sie na POLSKA MAFIE
Kazalem im sie odpieprzyc odemnie i nie chce miec z nimi nic wspolnego.
Nie wiem moze kiedys mnie ktos w glowe udezyl za mocni, moze jestem Polakiem z krwi i kisci, moze jestem niereformowalny, ale Polakow jakich tu spotykam to nie moge sie nadziwic do dnia dzisiejszego , ze tacy istnieja.
Mieszkajac w Polsce mialem dyzo znajomych o podstawowym wykrztalceniu i byli zupelnie inni.
Czy emigracja tak ludzi zmienia, czy tez tylko same smieci do Australii wyjechaly, bo znam innych co sa podobni, dla tego tez nie znamy wielu Polakow i nieutzrymujemy kontaktow.
Wracajac jeszcze :
Rafal rozwiudl sie z Polka, zawsze zle o niej mowil, ma dwie corki podlotki.
Bernard zozwiudl sie z polka, zawsze mowi ze wszystkie Polki to K..........y co zawsze ja wtedy go teperuje, ma dwoch synow ktorzy czuja od ojca pieniadze to sa po jego stronie ale jak sie usamodzielnia, to moga o ojcu zapomniec, ozenil sie  z wloszka, brzydka i tepa, choc i on inteligecja nie grzeszy, nawet mimo ze katolik bral po raz drugi slub w kosciele (tu tak mozna)
Rafal  rozwiudl sie, na internecie poznal dziewczyne 20 lat mlodsza latynoske i teraz nie dawno ja przywiuzl z corka do Australii.
Sylwek poznal w USA latynoske i tez z nia sie ozenil.

Kolega mi kiedys opowiadal,ze jak byl w Austrii to do Kanady i USA bardzo przesiewali a do Australii jak byl malo pijany to wize dostawal i przez to pewnie z takimi smieciami musze pracowac i mowic o takich ;znajomi;

Nigdy bym nie uwiezyl gdyby ktos mi tak to przedstawil
Milego dnia zycze
12:58, szparagus21
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5